Kwiecień 2015

Fujifilm X-T1, rycerz w srebrnej zbroi

Jakiś czas temu w recenzji Fujifilm X100T zarzekałem się, że to już koniec z zakupami sprzętowymi na dłuższy czas. Złożonej sobie obietnicy póki co nie złamałem, ale nikt przecież nie powiedział, że nie mogę sprzętu ukraść. Analizując jednak wnikliwie aspekty moralne takiego występku doszedłem do wniosku, że chyba lepiej będzie sprzęt wypożyczyć. Napisałem więc prosto do producenta, zastosowałem kilka trików nabytych na studiach przy pisaniu podań o dopuszczenie do egzaminów poprawkowych, odczekałem swoje i voilà! Srebrzysty X-T1 zagościł u mnie tylko na kilka dni, ale to wystarczyło, aby przyjrzeć mu się uważnie.

więcej»

Żegnaj, Lightroomie!

Od kilkudziesięciu godzin szukam swoich kapci. Pospadały mi z wrażenia, gdy Google opublikował najnowszą wersję swojej aplikacji do edycji zdjęć. Prawdę mówiąc nie miałem najmniejszego zamiaru o niej pisać, bo to przecież aplikacja na smartfona, a nie kombajn do poważnych zastosowań. Zresztą o poprzedniej wersji już raz wspominałem tutaj, więc limit pisania o pierdołach został wyczerpany na najbliższe kilka lat. Miałem już prawie gotowy post o tym, w jaki sposób obrabiam zdjęcia przy użyciu wtyczek Google Nik Collection, ale coś mnie podkusiło, żeby wypróbować najnowszego Snapseeda 2.0. I po kilku chwilach obcowania z tą aplikacją cała koncepcja uległa zmianie: poprzedni post wylądował w koszu, a ja siedzę boso i cieszę się jak głupi.

więcej»