BLOG

Konkretny skurczybyk – Fujifilm X-T2

Powoli gubię tempo i przestaję nadążać za nowinkami z fotograficznego podwórka. Mam wrażenie, że zupełnie nie tak dawno temu miałem w swoich łapach Fujifilm X-T1, ciesząc się, że mogę przyjrzeć się tej zabawce nieco bliżej. Właściwie to było to niecałe dwa lata temu, więc trochę czasu jednak upłynęło, ale później miałem do czynienia z jeszcze czterema kolejnymi aparatami i chyba z tuzinem obiektywów. Zaczyna to wyglądać jak produkcja seryjna recenzji sprzętu, co trochę mnie martwi, bo nie tak miało to wyglądać. Na domiar złego producenci fotograficznego szpeju nie lubią zastoju, wobec czego mnożą te swoje gadżety w zastraszającym tempie (a podobno branża jest w dużym kryzysie i ponosi straty). Dopiero co zdążyłem odesłać poprzedni testowany aparat, a już nadeszła przesyłka z kolejnym – tym razem z najnowszym Fujifilm X-T2. No i co zrobić? Trzeba pstrykać.

więcej»

Rachunek sumienia

Nowy rok, nowy ja! Wraz ze zmianą kartek w kalendarzu od razu poczułem uderzenie kreatywności. Te tysiące pomysłów na wspaniałe zdjęcia, błyskotliwe posty na blogu, pełne przygód podróże. Nawet poczułem się jakby bardziej fit… Ech, może jednak zatrzymam tę karuzelę ironii zanim zabrnę za daleko. Prawda jest taka, że wraz ze zmianą daty czuję się jeszcze bardziej tak samo jak rok temu. Nadal nie jestem zadowolony ze swoich zdjęć, w dalszym ciągu nie mam pojęcia o czym mam tu pisać, a podróż życia jedynie mi się czasem śni. Ot, problemy człowieka Pierwszego Świata. Nowy rok to jednak dobra okazja do tego, by zastanowić nad formą i funkcjonowaniem tej strony. Tak, tyle mogę przecież zrobić bez żadnych wyrzeczeń.

więcej»

Powrót do przeszłości – Olympus PEN-F

Gdyby Robert Zemeckis miał rację, dziś jeździlibyśmy na lewitujących deskorolkach, chodzilibyśmy w samosznurujących się cichobiegach i tankowalibyśmy nasze atomowe samochody skórkami od bananów. Niestety rzeczywistość zafundowała nam liścia w pysk – w tym sezonie wciąż modne są sandały na rzepy, bilet miesięczny na tramwaj lub ekwiwalent 50 złotych w postaci bezołowiowej lanej do baku. Choć przyznać trzeba, że pewnie nikomu nie śniło się, że wszyscy będziemy dziś robić zdjęcia telefonami. Podobno księgowi Olympusa, załamując ręce nad malejącymi słupkami sprzedaży, pewnego dnia urżnęli się i wsiedli do DeLoreana doktora Emmetta, chcąc odbyć podróż w czasie i wykraść plany aparatu z przyszłości, który pozwoliłby im pokonać iPhone’a i przywrócić godność fotografii. Niestety coś poszło nie tak… Sake okazała się za mocna – włączyli wsteczny bieg…

więcej»

Surowość myślenia stadnego

Dużo łatwiej zaakceptować mi pogląd, że wszystko ulega bezustannym zmianom, niż że istnieje coś, co w swojej naturze jest zupełnie stałe. Bardzo często są to zmiany, których nie dostrzegamy, bo w naszych obserwacjach skupiamy się na zupełnie innej skali zjawisk albo po prostu nie jesteśmy wystarczająco uważni, aby je spostrzec. Zmieniają m.in. odczucia, przyzwyczajenia i gusta, które w fotografii odgrywają dużą rolę, jako że odbiór obrazu jest mocno subiektywny i poddany wielu wpływom. U mnie podejście do fotografowania zmieniło się bardzo. Na tyle, że chyba już odłączyłem się od głównego stada.
więcej»

Flagowiec na sterydach – Fujifilm X-Pro2

Dawno temu, za siedmioma górami i siedmioma lasami, starzec u zbocza góry Fuji wykrzesał kilka iskier przy pomocy swojego prototypowego aparatu X100, jakby próbując wysondować, czy ściółka jest wystarczająco sucha, by zajęła się ogniem. To, co ujrzał, przerosło jego najśmielsze oczekiwania: tłumy usychających z tęsknoty za dawnymi aparatami entuzjastów fotografii podjarały się nagle niczym neon nad burdelem. Gdy pożoga zaczynała dogasać, Japończycy podrzucili prawdziwą petardę, prezentując model X-Pro1. Eksplozja po raz kolejny ogłuszyła fanów marki Fujifilm, którzy w amoku pobiegli do sklepów, by kupić to cudo na kiju. Nic więc dziwnego, że w tym roku z przerażeniem złapali się za kieszenie, gdy światło dziennie ujrzał najnowszy model X-Pro2. Eksplozja jednak nie nastąpiła… Nadeszła wojna hybrydowa!

więcej»