BLOG

Peak Design The Everyday Sling 5L

Sprzęt dźwigać w czymś trzeba, taka już dola fotografa. Rynek oferuje wiele różnorakich rozwiązań – od małych etui, przez średniej wielkości torby, aż po wielkie plecaki i ogromne kufry. Każdy lubi co innego, ale dla każdego foto-entuzjasty to, w czym nosi się sprzęt, jest tak samo ważne, jak to, w jakich butach się chodzi. Musi być modnie, wygodnie i stosownie do warunków, w jakich przyjdzie nam fotografować. I stąd też pewnie większość z nas ma tych tobołków nie mniej, niż par obuwia w szafie. A gdyby komuś było mało, to Peak Design ma całkiem sporo ekwipunku w swojej ofercie. Jest w czym wybierać.

więcej»

Smartfonowa rewolucja

Już ponad pięć lat temu pisałem o tym, jak to fotografia mobilna zaczynała się wgryzać w tamtym czasie w świadomość konserwatywnych fotografów, spotykając się z ich oporem, kpiną i lekceważeniem. Czasy jednak się zmieniły – dziś beton skruszał, konserwy nieśmiało podpytują znajomych jaki telefon kupić, a świat po prostu oszalał na punkcie fotograficznych smartfonów. Na naszych oczach dzieje się rewolucja, o czym przekonuję się na własnej skórze niemal codziennie od wielu miesięcy, używając smartfona do wykonywania już pewnie przynajmniej połowy moich zdjęć.

więcej»

Przemyślany budżetowiec – Olympus E-M10 III

Pasjonatów różnych dziedzin łączy jedno: są w stanie zbankrutować dla czystej frajdy z uprawiania swojego hobby. Finansując swoje fotograficzne zabawki łatwo popłynąć bez opamiętania. Niejeden amator wyprztykał się z ostatnich oszczędności na drogi sprzęt premium, a często też i zadłużył się na lata. I tylko po to, żeby popstrykać na urlopie albo u cioci na imieninach. Kto nigdy przez to nie przeszedł, niech pierwszy rzuci statywem! A może by posłuchać głosu rozsądku i wybrać mniej kosztowny aparat, który co prawda nie dodaje tylu punktów do lansu, ale potrafi niemal tyle samo, co najbardziej wypasione modele? Sprawdzam, czy Olympus O-MD E-M10 III może sprostać temu wyzwaniu.

więcej»

Pozytywne zaskoczenie – Canon EOS M50

Z hasłem bezlusterkowiec kojarzą się głównie cztery marki: Sony, Panasonic, Olympus i Fujifilm. Producentów jest jeszcze przynajmniej kilku, ale to ten kwartet rozdaje karty i zgarnia największe kawałki rynkowego tortu – tak przynajmniej mi się wydaję, obserwując europejską rzeczywistość. Tymczasem daleko stąd, w kolebce tych wszystkich zacnych firm, sytuacja wygląda nieco inaczej. Tam pierwsze skrzypce gra Canon. „Co, Canon!? Ten, który ma w ofercie więcej korpusów, niż obiektywów?! Hahaha” – z trudem, pomiędzy spazmami śmiechu, wycedziłby niejeden poważny fotograf. Tak, właśnie Canon, który to w Japonii sprzedaje ponoć najwięcej bezlusterkowców. Mam nadzieję, że model EOS M50 podsunie mi odpowiedź na pytanie, skąd wziął się ten fenomen.

więcej»

Powyżej oczekiwań – Lumix GX9

Kiedy zaczynałem zabawę w robienie zdjęć w 2006 roku, rynek fotograficzny był prymitywny w porównaniu do obecnego, ale wcale nie mniej interesujący. Wtedy wszystko było dla mnie nowe, ciekawe i – w większości przypadków – daleko poza zasięgiem finansowym. Za pierwsze zarobione pieniądze kupiłem zwykłą małpkę – choć całkiem przyzwoitą, to jednak był to wybór z rozsądku, a serce biło mi mocniej na myśl o dużo bardziej zaawansowanych aparatach. Pamiętam jak dziś, jak nowiutki Lumix L1 patrzył na mnie zza szyby sklepowej gabloty. Był inny niż wszystkie pozostałe lustrzanki… Zwykły zwarty prostopadłościan, bez żadnych wybrzuszeń, wystających uchwytów, z wizjerem po boku. Ledwo co umiałem zrobić poprawnie naświetlone zdjęcie, ale wiedziałem już wtedy, że tak powinien wyglądać mój wymarzony aparat fotograficzny. I dwanaście lat później tak właśnie wygląda Panasonic Lumix GX9.

więcej»