BLOG

Leniwy turysta – Fujifilm X-T100

Nie jest sztuką drogo sprzedać najwyższej klasy sprzęt fotograficzny, bazujący na najnowszych rozwiązaniach i wyposażony we wszelkie najbardziej zaawansowane wodotryski. Producenci prześcigają w tym, kto wyciągnie więcej pieniędzy z portfela klienta omamionego obietnicą topowych technologii. Sztuką jest stworzyć sprzęt dobry i tani, który sprosta wymogom amatorskiej fotografii przy jak najmniej dotkliwych kompromisach, z jakimi trzeba pogodzić w tego typu sprzęcie. Na rynku jest przynajmniej kilka aparatów, które próbują swoich sił na tym polu, a z niektórymi z nich miałem już do czynienia. A tym razem postanowiłem sprawdzić, jak z tym zadaniem poradził sobie Fujifilm.

więcej»

Peak Design The Everyday Sling 5L

Sprzęt dźwigać w czymś trzeba, taka już dola fotografa. Rynek oferuje wiele różnorakich rozwiązań – od małych etui, przez średniej wielkości torby, aż po wielkie plecaki i ogromne kufry. Każdy lubi co innego, ale dla każdego foto-entuzjasty to, w czym nosi się sprzęt, jest tak samo ważne, jak to, w jakich butach się chodzi. Musi być modnie, wygodnie i stosownie do warunków, w jakich przyjdzie nam fotografować. I stąd też pewnie większość z nas ma tych tobołków nie mniej, niż par obuwia w szafie. A gdyby komuś było mało, to Peak Design ma całkiem sporo ekwipunku w swojej ofercie. Jest w czym wybierać.

więcej»

Smartfonowa rewolucja

Już ponad pięć lat temu pisałem o tym, jak to fotografia mobilna zaczynała się wgryzać w tamtym czasie w świadomość konserwatywnych fotografów, spotykając się z ich oporem, kpiną i lekceważeniem. Czasy jednak się zmieniły – dziś beton skruszał, konserwy nieśmiało podpytują znajomych jaki telefon kupić, a świat po prostu oszalał na punkcie fotograficznych smartfonów. Na naszych oczach dzieje się rewolucja, o czym przekonuję się na własnej skórze niemal codziennie od wielu miesięcy, używając smartfona do wykonywania już pewnie przynajmniej połowy moich zdjęć.

więcej»

Przemyślany budżetowiec – Olympus E-M10 III

Pasjonatów różnych dziedzin łączy jedno: są w stanie zbankrutować dla czystej frajdy z uprawiania swojego hobby. Finansując swoje fotograficzne zabawki łatwo popłynąć bez opamiętania. Niejeden amator wyprztykał się z ostatnich oszczędności na drogi sprzęt premium, a często też i zadłużył się na lata. I tylko po to, żeby popstrykać na urlopie albo u cioci na imieninach. Kto nigdy przez to nie przeszedł, niech pierwszy rzuci statywem! A może by posłuchać głosu rozsądku i wybrać mniej kosztowny aparat, który co prawda nie dodaje tylu punktów do lansu, ale potrafi niemal tyle samo, co najbardziej wypasione modele? Sprawdzam, czy Olympus O-MD E-M10 III może sprostać temu wyzwaniu.

więcej»

Pozytywne zaskoczenie – Canon EOS M50

Z hasłem bezlusterkowiec kojarzą się głównie cztery marki: Sony, Panasonic, Olympus i Fujifilm. Producentów jest jeszcze przynajmniej kilku, ale to ten kwartet rozdaje karty i zgarnia największe kawałki rynkowego tortu – tak przynajmniej mi się wydaję, obserwując europejską rzeczywistość. Tymczasem daleko stąd, w kolebce tych wszystkich zacnych firm, sytuacja wygląda nieco inaczej. Tam pierwsze skrzypce gra Canon. „Co, Canon!? Ten, który ma w ofercie więcej korpusów, niż obiektywów?! Hahaha” – z trudem, pomiędzy spazmami śmiechu, wycedziłby niejeden poważny fotograf. Tak, właśnie Canon, który to w Japonii sprzedaje ponoć najwięcej bezlusterkowców. Mam nadzieję, że model EOS M50 podsunie mi odpowiedź na pytanie, skąd wziął się ten fenomen.

więcej»