BLOG

Mocne trio: XF 23, 35 i 50 f/2 WR

Podobno w całym tym sprzęcie fotograficznym najważniejszą rolę grają szkła. Niektórzy mówią, że pomijając czynnik ludzki, to właśnie od obiektywu, a nie aparatu, w główniej mierze zależy to, jakie wyjdzie zdjęcie. Hmm, ciekawe… Czy, na przykład, kucharze też snują miedzy sobą rozważania, od czego bardziej zależy smak ciasta: od wałka czy może foremki? Cóż, nadmierne przywiązywanie uwagi do kwestii technikaliów to zapewne przypadłość nie tylko pasjonatów fotografii, ale u nas jest ono zjawiskiem wręcz powszechnym. Nie oszczędziło i mnie, bo mimo iż mam czym robić zdjęcia, to i tak zastanawiam się ciągle, jakich obiektywów tak naprawdę potrzebuję, żeby upiec tego mojego fotograficznego zakalca jeszcze lepiej, tak jak chcę. Przerabiałem już różne kombinacje, ale z żadnej nie byłem w pełni zadowolony. Gdy więc pojawiła się możliwość wypróbowania najnowszych stałek Fuji, dorwałem je w swoje ręce i zgotowałem im test prawdziwy chrzest bojowy.

więcej»

Rasowy kieszonkowiec – Canon G7X II

Niedawno wspominałem o tym, jak telefony komórkowe rujnują rynek fotograficzny, w szczególności rynek aparatów kompaktowych. Po chwili refleksji doszedłem do wniosku, że jednak trochę się zagalopowałem. Może lepiej niech sprzedażą zajmie się jakiś analityk rynkowy, a nie pierwszy z brzegu mądrala, który zna się na wszystkim najlepiej. No bo co mnie obchodzi, ile czego się sprzedaje? Moim zmartwieniem powinno być tylko to, aby zrobić zdjęcia, których nie będę wstydził się pokazać. A że lubię czasem wyjść ze swojej strefy komfortu i dla urozmaicenia użyć nieco prostszego i mniej oczywistego narzędzia, toteż w ostatnim czasie postanowiłem używać takiego właśnie kieszonkowego kompakta. I przekonałem się, że ten gatunek potrafi się całkiem nieźle bronić przed wymarciem.

więcej»

Minimalizm

Właściwie to powinienem poprzestać jedynie na samym tytule, pozostawiając całą stronę pustą, bez żadnych zdjęć ani tekstu. Tak, to by oddało istotę sprawy w sposób doskonały, a przy tym jakże pomysłowy i zaskakujący. Ale, jak na ironię, to właśnie teraz mam coś do powiedzenia napisania i pokazania, więc jakoś będę musiał obejść ten minimalizm. Od pewnego czasu obserwuję bowiem pewną wewnętrzną zmianę, która dopiero pełza w ślimaczym tempie, ale już zaczyna nieśmiało oddziaływać na moje postrzeganie rzeczywistości. Zacząłem zauważać nadmiar, przerost, nadużycie… I coś mnie w nich wkurza. Coraz częściej poszukuję prostoty, szczególnie w fotografii.

więcej»

Fotografia w ruinie

Jednym z najczęściej powtarzanych banałów, jakie można usłyszeć na temat fotografii, jest to, że najlepszy aparat to ten, który akurat mamy przy sobie. Ja przewrotnie powtarzam, że najlepszy aparat to ten, który zostawiliśmy w domu, bo to zwykle ten największy i najcięższy, którego nie chce nam się ze sobą dźwigać. Paradoksalnie oba te twierdzenia są prawdziwe. Do niedawna, jeszcze kilka lat temu, należało się zaopatrzyć w mały kompaktowy aparat i mieć go zawsze pod ręką, by móc spontanicznie fotografować w każdych okolicznościach, w jakich tylko przyszło nam się znaleźć. Dziś aparat, który mamy zawsze przy sobie, wygląda nieco inaczej.

więcej»

O co chodzi z DR100, DR200 i DR400?

Menu każdego aparatu kryje niezliczone tajemnice, do zgłębienia których czasem nie wystarcza nawet najbardziej wnikliwe przestudiowanie instrukcji obsługi. Opisuje ona dokładnie zawartość menu, ale rzadko kiedy wyjaśnia, co poszczególne ustawienia znaczą i czym się między sobą różnią, szczególnie jeśli wybiegamy poza absolutne podstawy użytkowania aparatu. A diabeł tkwi w szczegółach, od których zależeć może, czy zdjęcie nadawać się będzie wyłącznie do kosza na śmieci, czy też stanie się całkiem udaną i przyzwoitą technicznie fotografią. Tak właśnie jest z ustawieniami trybu DR w bezlusterkowcach Fujifilm, które totalnie zmieniły mój sposób fotografowania, zdecydowanie poprawiły komfort użytkowania aparatu i zaoszczędziły mnóstwo czasu, jaki kosztowała mnie obróbka zdjęć. Zrozumienie zasady ich działania nie było jednak łatwe.
więcej»

Pierwsze śliwki robaczywki

W tym roku minie okrągłe dziesięć lat od zakupu mojego pierwszego aparatu cyfrowego, za pieniądze uciułane z kilku pierwszych wypłat – zaraz po tym, jak dorobiłem się komputera i internetu w domu. Tak, to były te czasy, kiedy po przeprowadzce na studia do innego miasta przez długi czas chodziłem do kafejek internetowych, żeby sprawdzić pocztę i przy okazji wydrukować ściągi. Dziś to byłoby nie do pomyślenia, aby młody gołąbek wyleciał z rodzinnego gniazdka bez smartfona, laptopa, tabletu itp. Wiele się zmieniło… Moje zdjęcia też już nie wyglądają tak, jak wtedy, ale czasem wracam do nich z sentymentem. Zapraszam na wycieczkę w przeszłość!

więcej»

X-Trans kontra Lightroom

Wcale nie kryję się z tym, że w fotografii używam głównie formatu JPEG. No bo po co cackać się z RAWami, jeśli nie ma takiej potrzeby? Zasada ta sprawdza się doskonale w większości przypadków, z jakimi się spotykam. Jednak robota, której zazwyczaj udaje się uniknąć, w sytuacji awaryjnej zmusza nas do ubrudzenia sobie rąk. Skoro zatem czasem trzeba rzucić RAWa na ruszt, a najpopularniejszym narzędziem do grillowania surowizny jest Adobe Lightroom, to warto mieć go po stronie swoich przyjaciół, a nie wrogów. W przypadku obróbki zdjęć z matryc X-Trans, stosowanych w aparatach Fujifilm, może okazać się jednak, że jest to dość szorstka przyjaźń.

więcej»

Konkretny skurczybyk – Fujifilm X-T2

Powoli gubię tempo i przestaję nadążać za nowinkami z fotograficznego podwórka. Mam wrażenie, że zupełnie nie tak dawno temu miałem w swoich łapach Fujifilm X-T1, ciesząc się, że mogę przyjrzeć się tej zabawce nieco bliżej. Właściwie to było to niecałe dwa lata temu, więc trochę czasu jednak upłynęło, ale później miałem do czynienia z jeszcze czterema kolejnymi aparatami i chyba z tuzinem obiektywów. Zaczyna to wyglądać jak produkcja seryjna recenzji sprzętu, co trochę mnie martwi, bo nie tak miało to wyglądać. Na domiar złego producenci fotograficznego szpeju nie lubią zastoju, wobec czego mnożą te swoje gadżety w zastraszającym tempie (a podobno branża jest w dużym kryzysie i ponosi straty). Dopiero co zdążyłem odesłać poprzedni testowany aparat, a już nadeszła przesyłka z kolejnym – tym razem z najnowszym Fujifilm X-T2. No i co zrobić? Trzeba pstrykać.

więcej»

Rachunek sumienia

Nowy rok, nowy ja! Wraz ze zmianą kartek w kalendarzu od razu poczułem uderzenie kreatywności. Te tysiące pomysłów na wspaniałe zdjęcia, błyskotliwe posty na blogu, pełne przygód podróże. Nawet poczułem się jakby bardziej fit… Ech, może jednak zatrzymam tę karuzelę ironii zanim zabrnę za daleko. Prawda jest taka, że wraz ze zmianą daty czuję się jeszcze bardziej tak samo jak rok temu. Nadal nie jestem zadowolony ze swoich zdjęć, w dalszym ciągu nie mam pojęcia o czym mam tu pisać, a podróż życia jedynie mi się czasem śni. Ot, problemy człowieka Pierwszego Świata. Nowy rok to jednak dobra okazja do tego, by zastanowić nad formą i funkcjonowaniem tej strony. Tak, tyle mogę przecież zrobić bez żadnych wyrzeczeń.

więcej»

Powrót do przeszłości – Olympus PEN-F

Gdyby Robert Zemeckis miał rację, dziś jeździlibyśmy na lewitujących deskorolkach, chodzilibyśmy w samosznurujących się cichobiegach i tankowalibyśmy nasze atomowe samochody skórkami od bananów. Niestety rzeczywistość zafundowała nam liścia w pysk – w tym sezonie wciąż modne są sandały na rzepy, bilet miesięczny na tramwaj lub ekwiwalent 50 złotych w postaci bezołowiowej lanej do baku. Choć przyznać trzeba, że pewnie nikomu nie śniło się, że wszyscy będziemy dziś robić zdjęcia telefonami. Podobno księgowi Olympusa, załamując ręce nad malejącymi słupkami sprzedaży, pewnego dnia urżnęli się i wsiedli do DeLoreana doktora Emmetta, chcąc odbyć podróż w czasie i wykraść plany aparatu z przyszłości, który pozwoliłby im pokonać iPhone’a i przywrócić godność fotografii. Niestety coś poszło nie tak… Sake okazała się za mocna – włączyli wsteczny bieg…

więcej»