BLOG

Mniej masz, mniej dźwigasz

Fotograficzne gadżeciarstwo nie kończy się na kolekcjonowaniu aparatów i obiektywów, oj nie. Prawdziwy fotokolekcjoner, bez reszty oddany swojej pasji, musi mieć jeszcze w swoim arsenale pasek ze sznurka za sto dolców, skórzany pokrowiec za kolejną stówkę, przynajmniej ze dwa koniecznie karbonowe statywy, filtry, lampy błyskowe, worek baterii, kabli i ładowarek. Lista tak naprawdę nie ma końca – można się uzbroić po zęby. Tylko w czym te wszystkie klamoty potem nosić? No przecież wiadomo, że w torbie lub plecaku. Tyle tylko, że tych toreb i plecaków wszelkiej maści taki amator fotografii potrafi kupić i z dziesięć, każdy na inną okazję. I oczywiście każdy jest absolutnie niezbędny!

więcej»

Mocne trio: XF 23, 35 i 50 f/2 WR

Podobno w całym tym sprzęcie fotograficznym najważniejszą rolę grają szkła. Niektórzy mówią, że pomijając czynnik ludzki, to właśnie od obiektywu, a nie aparatu, w główniej mierze zależy to, jakie wyjdzie zdjęcie. Hmm, ciekawe… Czy, na przykład, kucharze też snują miedzy sobą rozważania, od czego bardziej zależy smak ciasta: od wałka czy może foremki? Cóż, nadmierne przywiązywanie uwagi do kwestii technikaliów to zapewne przypadłość nie tylko pasjonatów fotografii, ale u nas jest ono zjawiskiem wręcz powszechnym. Nie oszczędziło i mnie, bo mimo iż mam czym robić zdjęcia, to i tak zastanawiam się ciągle, jakich obiektywów tak naprawdę potrzebuję, żeby upiec tego mojego fotograficznego zakalca jeszcze lepiej, tak jak chcę. Przerabiałem już różne kombinacje, ale z żadnej nie byłem w pełni zadowolony. Gdy więc pojawiła się możliwość wypróbowania najnowszych stałek Fuji, dorwałem je w swoje ręce i zgotowałem im test prawdziwy chrzest bojowy.

więcej»

Rasowy kieszonkowiec – Canon G7X II

Niedawno wspominałem o tym, jak telefony komórkowe rujnują rynek fotograficzny, w szczególności rynek aparatów kompaktowych. Po chwili refleksji doszedłem do wniosku, że jednak trochę się zagalopowałem. Może lepiej niech sprzedażą zajmie się jakiś analityk rynkowy, a nie pierwszy z brzegu mądrala, który zna się na wszystkim najlepiej. No bo co mnie obchodzi, ile czego się sprzedaje? Moim zmartwieniem powinno być tylko to, aby zrobić zdjęcia, których nie będę wstydził się pokazać. A że lubię czasem wyjść ze swojej strefy komfortu i dla urozmaicenia użyć nieco prostszego i mniej oczywistego narzędzia, toteż w ostatnim czasie postanowiłem używać takiego właśnie kieszonkowego kompakta. I przekonałem się, że ten gatunek potrafi się całkiem nieźle bronić przed wymarciem.

więcej»

Minimalizm

Właściwie to powinienem poprzestać jedynie na samym tytule, pozostawiając całą stronę pustą, bez żadnych zdjęć ani tekstu. Tak, to by oddało istotę sprawy w sposób doskonały, a przy tym jakże pomysłowy i zaskakujący. Ale, jak na ironię, to właśnie teraz mam coś do powiedzenia napisania i pokazania, więc jakoś będę musiał obejść ten minimalizm. Od pewnego czasu obserwuję bowiem pewną wewnętrzną zmianę, która dopiero pełza w ślimaczym tempie, ale już zaczyna nieśmiało oddziaływać na moje postrzeganie rzeczywistości. Zacząłem zauważać nadmiar, przerost, nadużycie… I coś mnie w nich wkurza. Coraz częściej poszukuję prostoty, szczególnie w fotografii.

więcej»

Fotografia w ruinie

Jednym z najczęściej powtarzanych banałów, jakie można usłyszeć na temat fotografii, jest to, że najlepszy aparat to ten, który akurat mamy przy sobie. Ja przewrotnie powtarzam, że najlepszy aparat to ten, który zostawiliśmy w domu, bo to zwykle ten największy i najcięższy, którego nie chce nam się ze sobą dźwigać. Paradoksalnie oba te twierdzenia są prawdziwe. Do niedawna, jeszcze kilka lat temu, należało się zaopatrzyć w mały kompaktowy aparat i mieć go zawsze pod ręką, by móc spontanicznie fotografować w każdych okolicznościach, w jakich tylko przyszło nam się znaleźć. Dziś aparat, który mamy zawsze przy sobie, wygląda nieco inaczej.

więcej»